Siłownie tylko dla prawilniaków!

W ostatnim czasie dużą popularnością cieszą się strony kręcące bekę z Januszy na siłowni oraz źle wykwalifikowanych trenerów personalnych (o tym zjawisku napiszę innym razem). Widząc ilość polubień, komentarzy i udostępnień pod postami jestem pod wrażeniem, że w Polsce jest tyle osób, które wykonują idealnie wszystkie ćwiczenia. Nikt się nie garbi przy martwym ciągu, wszyscy robią głęboki przysiad i wykonują pełny zakres ruchu. Tylko dlaczego w Rio zdobyliśmy zaledwie 11 medali ??

Nie ukrywam, że sam czasami oglądałem na YouTube serię kompilacji za failami na siłowni i nieźle się uśmiałem przy tym. Ale oprócz części rozrywkowej ma to też drugie i do tego smutne dno. Żyjemy w czasach, gdzie priorytetem przy jakimś wydarzeniu jest wyjęcie smartfona z kieszeni i nagrywanie z myślą „będzie hit internetu”. W sytuacji, gdy ktoś źle robi jakieś ćwiczenie bądź wykonuje jakieś dziwne pozycje i techniki lepiej stanąć gdzieś w ukryciu, śmiać się i nagrać. Bo po co zwyczajnie podejść i powiedzieć „ej stary, to się inaczej robi, tak możesz się tylko nabawić kontuzji”. I podejrzewam, że to dałoby mu więcej korzyści niż te kilkadziesiąt lajków na facebooku. Dzięki temu można zapobiec czyjejś kontuzji, a przy okazji zdobyć uznanie w oczach laika.

Często też wyśmiewane są osoby, które ćwiczą na maszynach i czytają przy tym gazetę, biegają na bieżni ze smartfonem albo robią nogi na maszynie małym obciążeniem i zajmują miejsce „prawdziwym” siłaczom.

Po pierwsze w żadnym regulaminie siłowni nie jest napisane, że przy jednym urządzeniu bądź sprzęcie możemy być tylko przez określoną ilość minut. Jeżeli ktoś ma taki kaprys to może położyć się na ławce i wyciskać 20 kg od otwarcia do zamknięcia klubu. I zamiast wypisywać żale na facebooku, że nie mogliśmy zrobić dzisiaj klatki bo jakiś Janusz nam zajął ławkę to lepiej podejść do takiej osoby i zapytać czy można z nią robić na zmianę. Nikt nas nie pogryzie, ani nie pobije. Nawet różnica ciężarów nie powinna być problem bo jak wyciskach 100 kg na klatę to powinieneś poradzić sobie ze zdejmowaniem i zakładaniem talerzy.
Niektórzy chyba myślą, że żyjemy w jakimś utopijnym świecie, gdzie właściciele siłowni otwierają je z pobudek ideologicznych albo nie mają co robić z pieniędzy. Przypominam jednak, że nie żyjemy w systemie socjalistycznym tylko kapitalistycznym, a klub fitness to nic innego jak biznes. Wyobraźmy sobie, że siłownie narzucają regulamin, że wstęp mają tylko osoby, które ZAPIERAJĄ w myśl słynnego koksa z Litwy. Kluby szybko by opustoszały, a po kilku miesiącach zostały zamknięte. To dzięki Januszom cały ten biznes się kręci. Buty, koszuli, suplementy i inne gadżety. Gdyby nie oni Reebok i inne marki nie pracowały nad udoskonalaniem butów. Bo po co wydawać kasę na badania i testy, skoro sprzedali by później zaledwie kilka tysięcy par. Przedsięwzięcie by się zwróciło, a tak to dzięki tym szarym amatorom profesjonaliści mogą używać bardziej komfortowego sprzętu, który, o kilka procent może poprawić ich osiągnięcia. Wyobrażacie sobie Richa Froninga sztangą w zwykłych trampkach albo skaczącego na skakance kupionej w kiosku Ruchu?
Styczeń to najgorętszy okres w klubach, a właściciele zacierają ręce. Postanowienia noworoczne i przygotowania do wakacji bo każdy chce wyglądać dobrze na plaży. Oczywiście większość z tych osób straci zapał i treningi się im znudzą, ale pozostawią po sobie coś co w tym biznesie najbardziej się liczy – KASĘ. Za te pieniądze kluby mogą zainwestować w nowy sprzęt, dokupić dodatkowe urządzenia bądź odrestaurować stare. Niestety wszystko się eksploatuje.

Tak więc jeżeli nie podoba Ci się widok pań robiących sobie milion selfie w lustrze, starszych panów czytających gazetę na jakiejś maszynie lub osób zajmujących ławeczkę mam dla Ciebie rozwiązanie. Zamontuj sobie drążek, kup sobie sztangę, talerze, kettle, hantle (oczywiście w różnych rozmiarach), a najlepiej kilka maszyn do tego i ćwicz w domu. Wtedy spokojnie będziesz mógł pracować nad swoją sylwetką dzika. Tylko weź pod uwagę, że płacąc za karnet około 150 zł w cenie masz dostęp do tych wszystkich przyrządów, które warte są od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy.

Pozdrowienia dla wszystkich prawilnych, którzy nigdy się nie opierdalają i od pierwszego kontaktu ze sztangą robili idealne squat cleany.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *